Dlaczego liczenie kalorii jest tak ważne?

Umiesz liczyć? Licz na siebie… i zacznij liczyć kalorie. Próba zrzucenia wagi bez choćby ogólnego pojęcia (a wierz nam – ogólne nie wystarczy) o tym, ile kalorii przyjmujesz w ciągu dnia jest trochę, jak błądzenie po labiryncie z zamkniętymi oczami. Niby mówi się, że dieta MŻ jest najskuteczniejsza, ale skąd wiedzieć, kiedy MŻ oznacza, że jesteś na deficycie kalorycznym? Bez notatek ani rusz. A prawdziwa kaloryczność twoich nawyków żywieniowych może być jak uderzenie obuchem.

 

Policzmy kaloryczność śniadania

Przykład? Nie ma sprawy – kajzerka z masłem, żółtym serem i plastrem wędliny:

  • Kajzerka z popularnego dyskontu – 168(!) kcal
  • Masło 5g – 37 kcal
  • Plaster sera żółtego – 79 kcal
  • Plaster polędwicy – 20 kcal

Kalkulator w dłoń i liczymy: 168 + 37 + 39,5 (a niech będzie, że zjemy pół plastra sera) + 20 = 264,5 kalorii

Mało? Dużo? Zależy, jaki masz limit dzienny kalorii i czy jesteś w stanie zjeść tylko jedną taką bułkę, żeby poczuć sytość. Bo to w liczeniu kalorii jest kolejnym niesamowicie ważnym czynnikiem. Smacznego (kto nie lubi świeżej kajzerki?), przetworzonego (białe pieczywo) i łatwo przyswajalnego (cukry z białego pieczywa) pożywienia nasz mózg chce po prostu więcej i trzeba dużo więcej silnej woli, by przestać jeść z pobudek czysto racjonalnych.

 

Kaloria kalorii nie równa

Dla samego bilansu kalorycznego to nie ma znaczenia. Możesz codziennie jeść tylko czekoladę i  – pod warunkiem, że nie przekroczysz limitu kalorycznego – nie przytyjesz (specjalnie pomijamy tu kwestie zdrowotne wyboru takiej diety). Jest jedno ale – wspomniane wyżej poczucie sytości. Zjadając białą kajzerkę, po kolejną porcję jedzenia sięgniesz prawdopodobnie do 2 godzin. Pełnoziarniste pieczywo nie dość, że nie podniesie indeksu glikemicznego, to dodatkowo “potrzyma” cię nieco dłużej. Zjesz go mniej, dłużej będziesz żuć i – nie ma co się oszukiwać – jego smak nie będzie zachęcał do sięgnięcia po dokładkę.

 

Od czego zacząć liczenie kalorii?

Najlepiej od ustalenia BMI i BMR (zapotrzebowania kalorycznego). Kalkulatorów w internecie jest cała masa. Wystarczy wpisać hasło “kalkulator bmr” / “bmr calculator” i wypełnić prosty formularz, który wyliczy bazowe dzienne zapotrzebowanie kaloryczne oraz zapotrzebowanie wynikające z trybu życia. Jeśli wpadasz do nas 1-3 razy w tygodniu możesz zjeść nieco więcej – kolejna korzyść z karnetu do Smarta 😉

Kiedy już poznasz limity, trzeba zapoznać się z kalorycznością twojej diety. Sposobów jest parę. Od stron, które pokazują ile ważą i ile kalorii mają określone porcje produktów spożywczych, po aplikacje ze skanerami kodów kreskowych. My gorąco polecamy myfitnesspal, ale podobnych do niej jest dziesiątki i trzeba by zrobić osobny ranking, by wyłonić najlepszą (a i tak ostatecznie wszystko rozbije się o osobiste preferencje – po prostu wypróbuj kilka i zdecyduj). 

 

Liczenie kalorii motywuje

Nie będziemy oszukiwać – liczenia kalorii jest męczące. Nawet mimo prostych w użyciu aplikacji. Trzeba o tym pamiętać, trzeba wszystko wyklikać, a gdy jesz obiad – liczenie staje się jeszcze bardziej skomplikowane (spróbuj wyliczyć kaloryczność sosu). Natomiast jest to niesamowicie motywujące i nieprawdopodobnie pomaga w ograniczeniu jedzenia. Dopiero kiedy widzisz, ile kalorii ma to co jesz, zaczynasz kombinować. Co by tu zjeść, by maksymalnie się najeść i przyjąć możliwie najmniej kalorii? Nagle – zupełnie niespodziewanie – zaczynasz odżywiać się zdrowiej. Sięgasz po złożone węglowodany (w końcu “trzymają” dłużej), filety z indyka, białe sery, jogurty, warzywa (żeby dobić objętościowo – nie oszukujmy się – przecież nie z pobudek czysto zdrowotnych) i… zaczynasz chudnąć… 

 

Pułapka chudnięcia

…zaczynasz chudnąć, mijają 2 miesiące, już myślisz, że wiesz ile kalorii ma twój jadłospis, porzucasz liczenie kalorii i… wracasz do dawnej wagi. Niestety – masz skłonności do odkładania tkanki tłuszczowej lub do sięgania po produkty z białej mąki? Musisz  kontrolować kalorie cały czas. Na dłuższą metę jest to bardzo uciążliwe i obciążające dla mózgu, ale nie ma innej drogi. Lepiej zdawać sobie z tego sprawę, niż żyć w przekonaniu, że jakoś to będzie. Nie – nie będzie. Więc teraz połóż na wadze: 

samopoczucie wynikające z chudnięcia/niskiej wagi i samopoczucie wynikające ze zjedzenia pizzy i…

 

GDZIEŚ TO WYPOŚRODKUJ

Nie można się też dać zwariować! Na cheat day zasługuje każdy. Byle cheat day nie przekształcił się w cheat habit – bo o to strasznie łatwo. 

 

Powodzenia 🙂

Zobacz również